środa, 7 grudnia 2016

#4

Minął tydzień od mojej propozycji dotyczącej wycieczki rowerowej do lasu i w końcu nadszedł ten cudowny dzień, słońce delikatnie grzało, zero wiatru, no po prostu idealna pogoda. Była akurat sobota. Obudziły mnie promienie słońca, ociągałem się ze wstaniem, ale gdy sobie przypomniałem, co dziś za dzień, od razu nabrałem energii i potruchtałem szybciutko do łazienki, ubierając się, czesząc i jak zwykle się sobie przyglądając, a narcyzem nie jestem, no cóóż...

Zbiegłem po schodach na dół i skierowałem się w stronę kuchni, w celu przekąszenia czegoś, bo muszę przyznać, że lekko mi w brzuchu burczało. W pomieszczeniu przy stole siedziała cała rodzinka, Trevor zapisywał tekst piosenki, Dracy robiła śniadanie, Shinteki przeglądał coś w komórce, a Kirana patrzyła na mnie jak zwykle tym pustym wzrokiem.

- Co jest, siostrzyczko? - spytałem, siadając obok niej przy stole.

- Znów wystraszyłeś Goumona, braciszku. Jesteś za głośny.

- Przepraszam, jakoś tak mam dużo energii dziś...

- Spotykasz się z Aokim, prawda? - usłyszałem głos matki, spojrzałem na nią. Uśmiechała się. Oczywiście, że rozumiała, dlaczego jestem taki szczęśliwy, wie o wszystkim i bardzo mnie wspiera.

- Tak, zamierzamy wybrać się na piknik do lasu.

- Co to "piknik"? - spytała Kirana, przestając patrzeć w pustą przestrzeń.

- Potem Ci wytłumaczę. - Trevor pogłaskał młodą po głowie i wrócił do pisania.

Dracy podała nam wszystkim pyszne śniadanie. Jedliśmy aż nam się uszy trzęsły, gdy skończyliśmy, szybko pozbierałem brudne naczynia i pozmywałem. Trzeba w końcu jakoś pomagać w domu. Wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, prócz mnie i Dracy, która pomagała mi przyszykować przekąski i herbatę, a następnie włożyć wszystko do koszyka tak, żeby zmieściło się razem z kocem. Załadowałem następnie wszystko na rower i zadzwoniłem do Aokiego, oznajmiając mu, że niedługo będę pod jego domem. Rozłączyłem się, nałożyłem słuchawki na uszy i ruszyłem powoli w stronę domu siwowłosego. Na ulicach było pełno ludzi, mnóstwo młodzieży, która z racji wolnego szalała ile wlezie, żeby zapomnieć o lekcjach, pracy domowej i sprawdzianach. Dorośli, którzy chodzili na zakupy ze swoimi pociechami, starsze osoby, które po prostu sobie spacerowały, ciesząc się pięknym dniem. Patrzyłem na nich uśmiechając się, pomyśleć, że ja nigdy nie będę tak wyglądał.

Pomyśleć... Że Aoki kiedyś będzie tak wyglądać...

Muszę wyrzucić te myśli z głowy, przyspieszyłem trochę i podgłośniłem muzykę, totalnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Nie możesz o tym myśleć. Może się zgodzi? A jeśli nie... Jeśli zdecyduje, że zostanie z Tobą do jego śmierci? A jeśli... W ogóle nie będzie chciał? Ciężko będzie patrzeć nawet jak odchodzi jako przyjaciel. Ale to będzie jego decyzja i muszę ją uszanować. Zresztą, do cholery, jest jeszcze młody, ma dużo czasu, więc się ogarnij, debilu!

Zajechałem pod jego dom lekko dysząc. Czekał już na mnie, spojrzał zmartwiony w me oczy.

- Kuran, wszystko dobrze? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył.

- Tak, wszystko w jak najlepszym porządku, nie wiem zupełnie, o co Ci chodzi.

- Nie udawaj, przecież widzę.

- To naprawdę nic ważnego. - wysiliłem się na mój najlepszy uśmiech. - To lecimy?

Aoki przytaknął, uśmiechnąłem się do niego jeszcze szerzej, co odwzajemnił. No i ruszyliśmy. Jakieś 2km od jego domu byliśmy już w lesie, zwolniłem, żeby siwowłosy mógł delektować się widokami, ciszą i zapachami. Obserwowałem jak rozgląda się z uśmiechem i ostrzegałem go, żeby patrzył przed siebie bo jeszcze mi się tu wywali i dopiero będzie, a apteczki ze sobą nie wziąłem. Gdy już się naoglądał zdecydowałem, że się trochę pościgamy, więc znacznie przyspieszyłem, nie oglądając się za sobą.

- Ej, to nie fair! - krzyknął z daleka, ale od razu zaczął mnie gonić.

Wiatr rozwiewał nasze włosy, a śmiechy rozchodziły się z pustym echem po lesie. Ominęła nas jakaś młoda parka, patrząc na nas lekko zdziwiona, nie zwracałem na to uwagi, zdążyłem tylko usłyszeć z myśli dziewczyny jedno słowo: "Urocze". Uśmiechnąłem się do siebie w duchu, zwolniłem i zacząłem się powoli kierować na miejsce naszego pikniku. Aoki po chwili mnie dogonił, dalej się śmiejąc. Ach, nie mogłem oderwać od niego wzroku, jest taki uroczy i piękny... Rozmawialiśmy przez resztę drogi, żartując i opowiadając sobie o naszych dzisiejszych snach.

- No to jesteśmy na miejscu. - powiedziałem, zsiadając z roweru i opierając go o pobliskie drzewo.

Przed nami rozpościerała się ogromna przestrzeń, wokół piękne, wysokie drzewa. Na szczęście trawa nie była zbyt wysoka i spokojnie można było położyć na niej koc. Srebrnowłosy przyglądał się z zachwytem, jak rozkładam wszystko. Czuć było od niego, że jest nieźle zaskoczony moim przygotowaniem i już nie mógł się doczekać. Zachęciłem go do posadzenia swoich zacnych pośladków na kocyku i podałem kubek z herbatą.

- Tu jest pięknie... Nie wiedziałem, że znasz takie miejsca...

- Jeszcze wielu miejsc Ci nie pokazałem, ale nie martw się, na to będzie jeszcze czas.

- Już nie mogę się doczekać! - uśmiechnąłem się na jego reakcję i oboje dopadliśmy się do kanapek i innych przekąsek.

Delektowaliśmy się jedzeniem i śliczną pogodą. W pewnym momencie na łąkę wyszło całe stado saren, rozkazałem Aokiemu być cicho, na co on zareagował tylko krzywym spojrzeniem w moją stronę. Zachwycał się nimi, a ja starałem się nie robić nic gwałtownie, aby nie wyczuły ode mnie zagrożenia. Zresztą, krew zwierząt jest cholernie niedobra, smakuje przepoconymi skarpetkami i jest strasznie słona. Ble.

Spojrzałem na chłopaka, któremu twarz promieniała, a na twarzy pojawiły się urocze piegi. Uśmiech miał od ucha do ucha, a oczy błyszczały, w pewnym momencie zauważyłem, że po jego policzku spływa łza. Zamurowało mnie.

- Aoki? Co się stało? - zapytałem, przysuwając się do niego i obejmując ramieniem.

- E? Co? - szybko otarł łzę. - Nie, nic, nie przejmuj się... Po prostu... - wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie ze smutnym uśmiechem. - To jest takie piękne... I jestem taki szczęśliwy... Dziękuję, Kuran.

Myślałem, że się na niego rzucę. Mówić mi coś takiego, w takim stanie, w takim miejscu. Miałem ochotę go pocałować. Nachyliłem się i... Objąłem mocno. Nie mogłem sobie pozwolić na zbyt wczesne decyzje. Nie, jeszcze nie teraz.

- Wiesz... Nie powinieneś aż tak na to reagować. - zaśmiałem się.

- Odczep się! Dobrze wiesz, że jestem wrażliwy na piękno!

- Wiem, wiem. - objąłem go mocniej i pocałowałem w czoło.

Nagle w krzakach coś zaszeleściło. Odsunąłem się od Aokiego i spojrzałem w tamtą stronę. Czułem zapach dzikości. Wilkołak, na pewno, jeszcze tego nam tu brakowało, cholera. Zza roślin ukazał nam się dość wysoki chłopak o brązowych włosach, związanych w niechlujnego kucyka, czarnym podkoszulku z nadrukiem łapy wilka i ot tak zarzuconej czerwonej koszuli. Czarne rurki, glany, łańcuch przy spodniach, bandamka na ręce, nieśmiertelnik, zasłonięte przez włosy jedne oko i złote oczy, podobne do Aokiego, ale nie te same.

- Hejciaaaa~! - pomachał w naszą stronę. Osłupiło nas, zwłaszcza mnie. Na pewno wie, że jestem wampirem, a tymczasem... Przecież nasze rasy się nienawidzą, o co chodzi. - Jestem Nuko, Sekkyouchi Nuko, ale znajomi mówią na mnie Neko, nya~ - zamruczał. Co. Czy wilkołak właśnie zamruczał? Może to jednak kotołak? Pomyliłem się? - A wy jak się nazywacie? - zapytał podekscytowany, kucając przy nas.

- Jestem Ao... - uciszyłem go dłonią i skarciłem wzrokiem.

- Po co Ci nasze imiona?

- No weeź! Wiem, że jesteś wampirem, nic do Ciebie nie mam! Chociaż strasznie śmierdzisz... - wyszeptał.

- Słyszałem to... Więc? Po co Ci?

- Chcę was poznać~! Nie mam zbytnio znajomych wśród swoich... Zresztą, polowałem, ale zauważyłem znacznie smaczniejszy kąsek... - spojrzał na Aokiego i oblizał kciuka, na co chłopak zareagował mocnym rumieńcem. Zabiję.

- K-Kuran... Ketsueki Kuran. - powiedziałem siląc się na uprzejmy ton.

- Hitsuna Aoki! Miło mi! - siwowłosy wyciągnął do niego rękę, na co Nuko zareagował nagłą falą ekscytacji i zamiast uścisnąć mu rękę, rzucił mu się na szyję. No szlag mnie zaraz trafi.

Odciągnąłem psa za koszulę i cichutko w myślach mu powiedziałem, że jeśli jeszcze raz coś takiego zrobi, to mu flaki wypruję i nakarmię nimi jego stado. Zaśmiał się.

- Śmiało, nie mam stada. - zachichotał smutno.

- Jak to? - spojrzałem z zaciekawieniem.

- Jestem słaby i na dodatek straszna ze mnie fajtłapa... Do polowania się nie nadaję, bo zawsze płosze zwierzynę, na wartach zasypiam, o wojowniku nawet nie ma co mówić... Więc mnie wywalili. Haha... Mieszkam sam w tym lesie i tak jakby nie mogę się odnaleźć w życiu... Ale znalazłem was! Mam nadzieję, że mi pomożecie...

- Pewnie! - Aoki się ucieszył i aż podskoczył.

- Oi! Wiesz, co Ty robisz?

- No co? Nie szkoda Ci go?

- To wilkołak!

- To tym bardziej powinniśmy mu pomóc! Pierwszy raz widzę wilkołaka!

- Aoki...

- Nie! Zaprowadzisz nas do swojego domku? - spojrzał na psa.

- Pewnie!

Wszyscy wstaliśmy, a ja zrezygnowany zacząłem pakować rzeczy, przy czym Nuko mi pomógł i o dziwo niczego nie zniszczył. Wzięliśmy rowery i poszliśmy za wilkiem, który doprowadził nas do niewielkiej chatki, była w całkiem dobrym stanie, co mnie zdziwiło.

- Moja babcia tu mieszkała.

To wiele wyjaśnia. Dwa pokoje. Jeden, gdzie stało tylko łóżko, jakaś komoda, która była połączona z kuchnią i łazienka. Trochę syf. Razem z Aokim stwierdziliśmy, że powinniśmy tu posprzątać, więc całą trójką wzięliśmy się do roboty, dobrze bawiąc się przy rytmach lekkiego rocka. W parę chwil wszystko błyszczało, następnie zapytaliśmy chłopaka, czy się gdzieś uczy.

- Nie.

- Co?! - wyparowaliśmy razem z Aokim.

- N-no co...?

- Od jakiego czasu?

- Jakiś dwóch miesięcy...

- Dobra, zajmiemy się tym, tak nie może być. Zagadan do dyrektora, od następnego tygodnia powinieneś już chodzić normalnie do szkoły. Jeszcze go poproszę byś chodził z nami do klasy... - westchnąłem ciężko. Aoki i Nuko się ucieszyli, dopowiedziałem jeszcze, że będę mu pomagać w lekcjach i pożyczać przybory, póki nie znajdzie jakiejś pracy dorywczej. - Jeszcze jedno. Umiesz kontrolować swoją przemianę? Dobrze wiesz, że nie możemy się odkryć przed ludźmi, chyba że życie Ci niemiłe.

- Nie martw się, potrafię się kontrolować! - młody się zaśmiał i zasalutował. Strasznie dużo ma energii, ciężki przypadek... Ale Aoki go chyba polubił.

Obgadaliśmy jeszcze resztę rzeczy, wymieniliśmy się numerami telefonów i pożegnaliśmy nowego towarzysza. A miało być tak pięknie... Specjalnie wybrałem odludne miejsce, by nic nam nie przeszkodziło, ale najwidoczniej los chciał inaczej. Odprowadziłem siwowłosego do domu, a po drodze musiałem cały czas słuchać o tym głupim psie, gah, jeszcze się zakocha i dopiero będzie... No cóż, najwyżej zginie w nieznanych okolicznościach, hihi. Gdy pożegnałem się już z Aokim założyłem słuchawki w uszy i pojechałem prosto do domu. Odprowadziłem rower do garażu, rozpakowałem wszystko z koszyka i ogarnąłem, a następnie wziąłem długą kąpiel i szybko poszedłem spać. Jak tylko się położyłem dostałem sms'a do Nuko. "Dziękuję za wszystko, jesteś super! I przepraszam za pierwsze wrażenie... ;w; :<". Tssk. Nie odpisałem mu tylko od razu się położyłem. Jutro to zrobię.