środa, 7 grudnia 2016

#4

Minął tydzień od mojej propozycji dotyczącej wycieczki rowerowej do lasu i w końcu nadszedł ten cudowny dzień, słońce delikatnie grzało, zero wiatru, no po prostu idealna pogoda. Była akurat sobota. Obudziły mnie promienie słońca, ociągałem się ze wstaniem, ale gdy sobie przypomniałem, co dziś za dzień, od razu nabrałem energii i potruchtałem szybciutko do łazienki, ubierając się, czesząc i jak zwykle się sobie przyglądając, a narcyzem nie jestem, no cóóż...

Zbiegłem po schodach na dół i skierowałem się w stronę kuchni, w celu przekąszenia czegoś, bo muszę przyznać, że lekko mi w brzuchu burczało. W pomieszczeniu przy stole siedziała cała rodzinka, Trevor zapisywał tekst piosenki, Dracy robiła śniadanie, Shinteki przeglądał coś w komórce, a Kirana patrzyła na mnie jak zwykle tym pustym wzrokiem.

- Co jest, siostrzyczko? - spytałem, siadając obok niej przy stole.

- Znów wystraszyłeś Goumona, braciszku. Jesteś za głośny.

- Przepraszam, jakoś tak mam dużo energii dziś...

- Spotykasz się z Aokim, prawda? - usłyszałem głos matki, spojrzałem na nią. Uśmiechała się. Oczywiście, że rozumiała, dlaczego jestem taki szczęśliwy, wie o wszystkim i bardzo mnie wspiera.

- Tak, zamierzamy wybrać się na piknik do lasu.

- Co to "piknik"? - spytała Kirana, przestając patrzeć w pustą przestrzeń.

- Potem Ci wytłumaczę. - Trevor pogłaskał młodą po głowie i wrócił do pisania.

Dracy podała nam wszystkim pyszne śniadanie. Jedliśmy aż nam się uszy trzęsły, gdy skończyliśmy, szybko pozbierałem brudne naczynia i pozmywałem. Trzeba w końcu jakoś pomagać w domu. Wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, prócz mnie i Dracy, która pomagała mi przyszykować przekąski i herbatę, a następnie włożyć wszystko do koszyka tak, żeby zmieściło się razem z kocem. Załadowałem następnie wszystko na rower i zadzwoniłem do Aokiego, oznajmiając mu, że niedługo będę pod jego domem. Rozłączyłem się, nałożyłem słuchawki na uszy i ruszyłem powoli w stronę domu siwowłosego. Na ulicach było pełno ludzi, mnóstwo młodzieży, która z racji wolnego szalała ile wlezie, żeby zapomnieć o lekcjach, pracy domowej i sprawdzianach. Dorośli, którzy chodzili na zakupy ze swoimi pociechami, starsze osoby, które po prostu sobie spacerowały, ciesząc się pięknym dniem. Patrzyłem na nich uśmiechając się, pomyśleć, że ja nigdy nie będę tak wyglądał.

Pomyśleć... Że Aoki kiedyś będzie tak wyglądać...

Muszę wyrzucić te myśli z głowy, przyspieszyłem trochę i podgłośniłem muzykę, totalnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Nie możesz o tym myśleć. Może się zgodzi? A jeśli nie... Jeśli zdecyduje, że zostanie z Tobą do jego śmierci? A jeśli... W ogóle nie będzie chciał? Ciężko będzie patrzeć nawet jak odchodzi jako przyjaciel. Ale to będzie jego decyzja i muszę ją uszanować. Zresztą, do cholery, jest jeszcze młody, ma dużo czasu, więc się ogarnij, debilu!

Zajechałem pod jego dom lekko dysząc. Czekał już na mnie, spojrzał zmartwiony w me oczy.

- Kuran, wszystko dobrze? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył.

- Tak, wszystko w jak najlepszym porządku, nie wiem zupełnie, o co Ci chodzi.

- Nie udawaj, przecież widzę.

- To naprawdę nic ważnego. - wysiliłem się na mój najlepszy uśmiech. - To lecimy?

Aoki przytaknął, uśmiechnąłem się do niego jeszcze szerzej, co odwzajemnił. No i ruszyliśmy. Jakieś 2km od jego domu byliśmy już w lesie, zwolniłem, żeby siwowłosy mógł delektować się widokami, ciszą i zapachami. Obserwowałem jak rozgląda się z uśmiechem i ostrzegałem go, żeby patrzył przed siebie bo jeszcze mi się tu wywali i dopiero będzie, a apteczki ze sobą nie wziąłem. Gdy już się naoglądał zdecydowałem, że się trochę pościgamy, więc znacznie przyspieszyłem, nie oglądając się za sobą.

- Ej, to nie fair! - krzyknął z daleka, ale od razu zaczął mnie gonić.

Wiatr rozwiewał nasze włosy, a śmiechy rozchodziły się z pustym echem po lesie. Ominęła nas jakaś młoda parka, patrząc na nas lekko zdziwiona, nie zwracałem na to uwagi, zdążyłem tylko usłyszeć z myśli dziewczyny jedno słowo: "Urocze". Uśmiechnąłem się do siebie w duchu, zwolniłem i zacząłem się powoli kierować na miejsce naszego pikniku. Aoki po chwili mnie dogonił, dalej się śmiejąc. Ach, nie mogłem oderwać od niego wzroku, jest taki uroczy i piękny... Rozmawialiśmy przez resztę drogi, żartując i opowiadając sobie o naszych dzisiejszych snach.

- No to jesteśmy na miejscu. - powiedziałem, zsiadając z roweru i opierając go o pobliskie drzewo.

Przed nami rozpościerała się ogromna przestrzeń, wokół piękne, wysokie drzewa. Na szczęście trawa nie była zbyt wysoka i spokojnie można było położyć na niej koc. Srebrnowłosy przyglądał się z zachwytem, jak rozkładam wszystko. Czuć było od niego, że jest nieźle zaskoczony moim przygotowaniem i już nie mógł się doczekać. Zachęciłem go do posadzenia swoich zacnych pośladków na kocyku i podałem kubek z herbatą.

- Tu jest pięknie... Nie wiedziałem, że znasz takie miejsca...

- Jeszcze wielu miejsc Ci nie pokazałem, ale nie martw się, na to będzie jeszcze czas.

- Już nie mogę się doczekać! - uśmiechnąłem się na jego reakcję i oboje dopadliśmy się do kanapek i innych przekąsek.

Delektowaliśmy się jedzeniem i śliczną pogodą. W pewnym momencie na łąkę wyszło całe stado saren, rozkazałem Aokiemu być cicho, na co on zareagował tylko krzywym spojrzeniem w moją stronę. Zachwycał się nimi, a ja starałem się nie robić nic gwałtownie, aby nie wyczuły ode mnie zagrożenia. Zresztą, krew zwierząt jest cholernie niedobra, smakuje przepoconymi skarpetkami i jest strasznie słona. Ble.

Spojrzałem na chłopaka, któremu twarz promieniała, a na twarzy pojawiły się urocze piegi. Uśmiech miał od ucha do ucha, a oczy błyszczały, w pewnym momencie zauważyłem, że po jego policzku spływa łza. Zamurowało mnie.

- Aoki? Co się stało? - zapytałem, przysuwając się do niego i obejmując ramieniem.

- E? Co? - szybko otarł łzę. - Nie, nic, nie przejmuj się... Po prostu... - wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie ze smutnym uśmiechem. - To jest takie piękne... I jestem taki szczęśliwy... Dziękuję, Kuran.

Myślałem, że się na niego rzucę. Mówić mi coś takiego, w takim stanie, w takim miejscu. Miałem ochotę go pocałować. Nachyliłem się i... Objąłem mocno. Nie mogłem sobie pozwolić na zbyt wczesne decyzje. Nie, jeszcze nie teraz.

- Wiesz... Nie powinieneś aż tak na to reagować. - zaśmiałem się.

- Odczep się! Dobrze wiesz, że jestem wrażliwy na piękno!

- Wiem, wiem. - objąłem go mocniej i pocałowałem w czoło.

Nagle w krzakach coś zaszeleściło. Odsunąłem się od Aokiego i spojrzałem w tamtą stronę. Czułem zapach dzikości. Wilkołak, na pewno, jeszcze tego nam tu brakowało, cholera. Zza roślin ukazał nam się dość wysoki chłopak o brązowych włosach, związanych w niechlujnego kucyka, czarnym podkoszulku z nadrukiem łapy wilka i ot tak zarzuconej czerwonej koszuli. Czarne rurki, glany, łańcuch przy spodniach, bandamka na ręce, nieśmiertelnik, zasłonięte przez włosy jedne oko i złote oczy, podobne do Aokiego, ale nie te same.

- Hejciaaaa~! - pomachał w naszą stronę. Osłupiło nas, zwłaszcza mnie. Na pewno wie, że jestem wampirem, a tymczasem... Przecież nasze rasy się nienawidzą, o co chodzi. - Jestem Nuko, Sekkyouchi Nuko, ale znajomi mówią na mnie Neko, nya~ - zamruczał. Co. Czy wilkołak właśnie zamruczał? Może to jednak kotołak? Pomyliłem się? - A wy jak się nazywacie? - zapytał podekscytowany, kucając przy nas.

- Jestem Ao... - uciszyłem go dłonią i skarciłem wzrokiem.

- Po co Ci nasze imiona?

- No weeź! Wiem, że jesteś wampirem, nic do Ciebie nie mam! Chociaż strasznie śmierdzisz... - wyszeptał.

- Słyszałem to... Więc? Po co Ci?

- Chcę was poznać~! Nie mam zbytnio znajomych wśród swoich... Zresztą, polowałem, ale zauważyłem znacznie smaczniejszy kąsek... - spojrzał na Aokiego i oblizał kciuka, na co chłopak zareagował mocnym rumieńcem. Zabiję.

- K-Kuran... Ketsueki Kuran. - powiedziałem siląc się na uprzejmy ton.

- Hitsuna Aoki! Miło mi! - siwowłosy wyciągnął do niego rękę, na co Nuko zareagował nagłą falą ekscytacji i zamiast uścisnąć mu rękę, rzucił mu się na szyję. No szlag mnie zaraz trafi.

Odciągnąłem psa za koszulę i cichutko w myślach mu powiedziałem, że jeśli jeszcze raz coś takiego zrobi, to mu flaki wypruję i nakarmię nimi jego stado. Zaśmiał się.

- Śmiało, nie mam stada. - zachichotał smutno.

- Jak to? - spojrzałem z zaciekawieniem.

- Jestem słaby i na dodatek straszna ze mnie fajtłapa... Do polowania się nie nadaję, bo zawsze płosze zwierzynę, na wartach zasypiam, o wojowniku nawet nie ma co mówić... Więc mnie wywalili. Haha... Mieszkam sam w tym lesie i tak jakby nie mogę się odnaleźć w życiu... Ale znalazłem was! Mam nadzieję, że mi pomożecie...

- Pewnie! - Aoki się ucieszył i aż podskoczył.

- Oi! Wiesz, co Ty robisz?

- No co? Nie szkoda Ci go?

- To wilkołak!

- To tym bardziej powinniśmy mu pomóc! Pierwszy raz widzę wilkołaka!

- Aoki...

- Nie! Zaprowadzisz nas do swojego domku? - spojrzał na psa.

- Pewnie!

Wszyscy wstaliśmy, a ja zrezygnowany zacząłem pakować rzeczy, przy czym Nuko mi pomógł i o dziwo niczego nie zniszczył. Wzięliśmy rowery i poszliśmy za wilkiem, który doprowadził nas do niewielkiej chatki, była w całkiem dobrym stanie, co mnie zdziwiło.

- Moja babcia tu mieszkała.

To wiele wyjaśnia. Dwa pokoje. Jeden, gdzie stało tylko łóżko, jakaś komoda, która była połączona z kuchnią i łazienka. Trochę syf. Razem z Aokim stwierdziliśmy, że powinniśmy tu posprzątać, więc całą trójką wzięliśmy się do roboty, dobrze bawiąc się przy rytmach lekkiego rocka. W parę chwil wszystko błyszczało, następnie zapytaliśmy chłopaka, czy się gdzieś uczy.

- Nie.

- Co?! - wyparowaliśmy razem z Aokim.

- N-no co...?

- Od jakiego czasu?

- Jakiś dwóch miesięcy...

- Dobra, zajmiemy się tym, tak nie może być. Zagadan do dyrektora, od następnego tygodnia powinieneś już chodzić normalnie do szkoły. Jeszcze go poproszę byś chodził z nami do klasy... - westchnąłem ciężko. Aoki i Nuko się ucieszyli, dopowiedziałem jeszcze, że będę mu pomagać w lekcjach i pożyczać przybory, póki nie znajdzie jakiejś pracy dorywczej. - Jeszcze jedno. Umiesz kontrolować swoją przemianę? Dobrze wiesz, że nie możemy się odkryć przed ludźmi, chyba że życie Ci niemiłe.

- Nie martw się, potrafię się kontrolować! - młody się zaśmiał i zasalutował. Strasznie dużo ma energii, ciężki przypadek... Ale Aoki go chyba polubił.

Obgadaliśmy jeszcze resztę rzeczy, wymieniliśmy się numerami telefonów i pożegnaliśmy nowego towarzysza. A miało być tak pięknie... Specjalnie wybrałem odludne miejsce, by nic nam nie przeszkodziło, ale najwidoczniej los chciał inaczej. Odprowadziłem siwowłosego do domu, a po drodze musiałem cały czas słuchać o tym głupim psie, gah, jeszcze się zakocha i dopiero będzie... No cóż, najwyżej zginie w nieznanych okolicznościach, hihi. Gdy pożegnałem się już z Aokim założyłem słuchawki w uszy i pojechałem prosto do domu. Odprowadziłem rower do garażu, rozpakowałem wszystko z koszyka i ogarnąłem, a następnie wziąłem długą kąpiel i szybko poszedłem spać. Jak tylko się położyłem dostałem sms'a do Nuko. "Dziękuję za wszystko, jesteś super! I przepraszam za pierwsze wrażenie... ;w; :<". Tssk. Nie odpisałem mu tylko od razu się położyłem. Jutro to zrobię.

sobota, 11 czerwca 2016

#3

Dziś trochu krócej, bo nie miałam żadnego pomysłu na ten wpis. Gomen. ;-;

                                                              ***

Spoglądałem za okno w niewielkim pokoju Aokiego i myślałem nad wszystkim, tylko nie nad tym, co mówił chłopak siedzący naprzeciw mnie.

- Ooooi, Kuraan! - dostałem podręcznikiem od matematyki w głowę. Ciężkie to cholerstwo. - Znów myślisz o niebieskich migdałach! Zaraz zasłonię to okno. - nadął policzki w geście zdenerwowania.

- Uroczo tak wyglądasz. - stwierdziłem fakt, patrząc na niego i opierając głowę o rękę. Jego twarz momentalnie przybrała kolor dojrzałego pomidora.

- To Ty jesteś tym bystrzejszym, Ty powinieneś mi tłumaczyć co i jak, a nie ja Tobie...

- Ale ja to wszystko umiem, tylko nic nie spisałem z tego, co było na lekcji, bo zapatrzyłem się w okno. - zrobiłem beztroską minę, a Aoki rzucił we mnie długopisem.

- Masz i przepisuj wszystko, a ja idę po coś do picia.

Wziąłem długopis w rękę, otworzyłem zeszyt i czekałem, aż wyjdzie. Gdy drzwi się zamknęły, odchyliłem się trochę do tyłu, opierając ręce o podłogę. Wziąłem głęboki oddech i rozejrzałem się po jego pokoju. Rzadko tu bywam, ale pokoik ma śliczny, jest w nim wszystko, co potrzebuje chłopak w jego wieku, a jest taki malutki. Na środku pokoju, tam, gdzie siedzę, stoi niewielki stolik, dalej, przy ścianie - łóżko z paroma pluszakami, a nad łóżkiem półka z książkami. Po lewej stronie stolika było duże okno, a na parapecie stał jakiś kwiatek, chyba bonsai. Nie wiem, nie znam się na roślinach. Za mną stał regał, który obejmował całą ścianę, a był on przepełniony książkami i jakimiś figurkami. Po prawej stronie drzwi z wieszakiem na ubrania, a obok nich szafa. Ja się dziwię, jak on się tu mieści, ale nigdy nie słyszałem, żeby narzekał. Na ścianie obok łóżka miał powieszone plakaty. Taak, Aoki jest fanem visual kei, czasem jeździ na jakieś konwenty i robi cosplay'e niektórych członków zespołów. Muszę przyznać, świetnie mu to wychodzi.

Znów wziąłem głęboki wdech i zacząłem w końcu przepisywać te durne lekcje. Męczące. Na dodatek jest dość ciepło, przez co ciężej mi się skupić. Mógłbym teraz robić wszystko inne, tylko nie pisać tego wszystkiego, mimo, że to tylko trzy strony i same zadania, żadnych sentencji, no ale cóż. Byłem w trakcie przepisywania początku drugiej strony, gdy Aoki wrócił do pokoju z tacą zimnej herbaty i chrupkami. Gdy tylko postawił tackę na stoliku sięgnąłem po szklankę i nalałem sobie chłodnej cieczy, która przyniosła mi niesamowite orzeźwienie. Uśmiechnąłem się do chłopaka.

- Dzięki, Ao-cchan.

- Nie dziękuj, to nic. Ech? Przepisałeś dopiero tyle? Przecież tyle mnie nie było...! - powiedział, patrząc mi przez ramię i łapiąc się pod boki.

- Przepraszaam, zamyśliłem się troszkę. - uśmiechnąłem się przepraszająco i zacząłem szybko przepisywać resztę zeszytu.

- Wiesz... Tak się zastanawiam...  - zaczął, biorąc szklankę z zimną herbatą i upijając łyka.

- Hm? - nawet nie podniosłem wzroku.

- Ciekawi mnie... Jak wyglądasz jako wampir... - natychmiastowo przestałem pisać i zacząłem lekko drżeć. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na niego.

- To nie jest fajny widok, zwłaszcza, jeśli nie potrafię nad sobą zapanować.

Aoki trochę się zmieszał i odwrócił wzrok, mamrocząc coś pod nosem.

- Jak chcesz coś powiedzieć, to na głos. - kontynuowałem przepisywanie. Zostało mi już tylko kilka linijek.

- Tylko mnie to ciekawi... Nie musiałeś się tak denerwować...

- Wiem, wybacz, może kiedyś zobaczysz.

- Fajnie by było...

- A jak sobie mnie wyobrażasz po "przeobrażeniu"? - uśmiechnąłem się lekko, zerkając na niego.

- Hmm... - przyłożył palec do ust. - Na pewno masz szpiczaste uszy i długie paznokcie. Włosy Ci się wydłużają i całe przybierają kolor bieli, oczy zmieniają Ci kolor na czerwony, kły wyrastają, a sam wyglądasz jak paker. - uśmiechnął się na koniec, a ja parsknąłem śmiechem, co mu się chyba niezybt spodobało.

- Co do uszu, paznokci i kłów masz rację, z oczami trafiłeś w połowie, a reszta... Nie jestem wilkołakiem!

- Eeeech?! To one też istnieją? - siwowłosy patrzył na mnie z niedowierzaniem. A ja strzeliłem ładnego facepalma. Zamknąłem zeszyt, odłożyłem długopis i usiadłem na łóżku, łapiąc go po drodze za rękę i przyciągając na nie.

- Bystrzaku, pomyśl, skoro istnieją wampiry, to istnieją również wilkołaki, czarownice, wróżki, syreny i inne gówna. W życiu spotkałem tylko jednego wilkołaka, o reszcie słyszałem tylko pogłoski. - oczy Aokiego świeciły niczym gwiazdy. - Wiem, że chcesz zobaczyć moje szpiczaste uszy i wystające kły, ale będziesz musiał jeszcze trochę na to poczekać. Widzieć mnie w takim stanie mogą tylko nieliczne osoby, wiesz?

- Eeech? Serio? A kto widział?

- Tylko Dracy i Trevor, no i Kirana.

- Właśnie, nigdy jej nie widziałem... A tyle słyszałem.

- Bo nie potrafi zmienić swojego wyglądu, albo potrafi, tylko nie chce. - wziąłem głęboki wdech. - Kiedyś ją zobaczysz, aleee...

- ...W swoim czasie. - dokończył za mnie z uśmiechem, który odwzajemniłem. Spojrzałem za okno i zobaczyłem dwójkę dzieciaczków na rowerach i wpadłem na pewien pomysł.

- Aoki? Co powiesz na wycieczkę rowerową w następną sobotę?

- Chętnie! Ale dokąd?

- Do lasu, tutaj niedaleko, byłeś tam?

- Nie, jeszcze mi się nie zdarzyło...

- No widzisz, to idealnie się składa! Czyli ustalone, zrobimy sobie piknik~ - spojrzałem na niego ucieszony jak dziecko, lecz po chwili się zrehabilitowałem i uspokoiłem, za to Aoki był nieźle podjarany.

Podszedłem do stolika na środku pokoju i spakowałem swoje rzeczy, zarzucając plecak na ramię, dopiłem herbatę od Aokiego i powiedziałem, że muszę już iść. Odprowadził mnie do drzwi, pożegnaliśmy się i skierowałem się w stronę domu, zakładając słuchawki na uszy i puszczając moją ulubioną melodię. Przez całą drogę powrotną zastanawiałem się, co wymyśleć na ten piknik... Już nie mogę się doczekać.

czwartek, 7 kwietnia 2016

#2

Gdy tylko weszliśmy na teren szkoły wszystkie spojrzenia padły na nas. Jako, iż jestem skromny, to śmiem powiedzieć, że jesteśmy dość popularni. Ja - za granie na pianinie, a Aoki - za jego cudowny głos. Jeśli chodzi o kwestie muzyczne, to się nie rozstajemy i chyba niektóre dziewczyny nas shipują... A przynajmniej tak mi się wydaje. Rozejrzałem się, puściłem Aokiego i uśmiechnąłem.

- Patrz! To Kuran! Znów przyszedł do szkoły z Aokim...

- Oni tak chyba codziennie, co?

- Prawie! Czasem przychodzą oddzielnie, może się wtedy kłócą czy co...?

Usłyszałem tylko tą rozmowę jakiś dziewczyn, a potem weszliśmy do budynku i poszliśmy szukać sali.

- Oi, Aoki, co mamy pierwsze? - zapytałem, gdy przechadzaliśmy się korytarzem.

- Chyba matematykę, jeśli się nie mylę.

- Reeetyy... Nie chce mi się dziś...

 - Musisz, nie masz nic do gadania.

Aoki uśmiechnął się wrednie i poszedł przodem, prowadząc mnie przy tym do sali. Nigdy nie wiem, co jest gdzie, uważam, że ta informacja nie jest potrzebna do zapamiętania, więc jakoś specjalnie nie zwracam na to uwagi. Chłopak szedł trochę szybciej ode mnie, ponieważ niedługo miała się zacząć lekcja, a on nie chciał się spóźnić. Gdy tylko uchylił drzwi dopadła go grupka dziewczyn z naszej klasy. Wszystkie zaczęły piszczeć, podbiegać do niego, wręczać mu różne podarunki, gadać i inne duperele. Osobiście tego nie lubię, za dużo decybeli jak na moje uszy... Wszedłem do sali i obrzuciłem wszystkie panienki przelotnym spojrzeniem.

- Dziewczyny, proszę... Załatwcie to po lekcji, a nie teraz, gdy nauczyciel zaraz tu będzie. Dodatkowo, Drogie Panie, blokujecie drzwi, dopadłyście Aokiego w samym przejściu, doprawdy, co to za maniery? - przemówienie godne mnie, naprawdę.

Wszystkie dziewczyny od razu spuściły głowy i potruchtały szybko do swoich ławek. Uśmiechnąłem się tylko do szarowłosego, widząc jego zmieszaną minę i lekki uśmiech, usiadłem w swojej ławce, która była postawiona tuż przy oknie. Rozpakowałem potrzebne mi podręczniki, zeszyt i przybory, rozejrzałem się po klasie i wziąłem głęboki oddech. Większość dziewczyn szeptało jeszcze między sobą, a jedna... Cholera, skaleczyła się. To męczące, naprawdę. Umiem zapanować nad pragnieniem, ale to jest strasznie uciążliwe. Zasłoniłem ręką usta i starałem się skupić na czymś innym, całe szczęście, że to tylko zadrapanie i zapach nie był tak silny... Zerknąłem za okno, to był dobry pomysł. Dopiero teraz zauważyłem, że rozpoczęła się prawdziwa wiosna. Liście mają piękny, zielony kolor, szkolny ogródek pięknie rozkwita. Naprzeciwko szkoły jest park z niewielkim stawem po środku, a wokół niego wiśnie, które, w sumie, już dawno przekwitły, ale dalej wyglądają pięknie. Słońce odbijało się w małym oczku wodnym, rażąc mnie trochę w oczy, przez co musiałem je przymrużyć. Nawet nie zauważyłem, kiedy do sali wszedł nauczyciel i zaczął lekcje.

Po paru chwilach poczułem lekkie szturchnięcie w ramię i leniwie odwróciłem się, patrząc na nauczyciela, który wpatrywał się we mnie załamany.

- Kuran, proszę Cię, sprawdzam obecność, nie śpij na lekcji.

- Nie śpię, przepraszam. - wzdechnąłem lekko, otworzyłem zeszyt, wyciągnąłem długopis z piórnika i czekałem na to, co powinienem zanotować w swoim zeszycie.

Odprężyłem się i otworzyłem umysł na myśli innych osób z mojej klasy. Pierwsze słowa usłyszałem od dziewczyny siedzącej przede mną, Imir się nazywa, jeśli się nie mylę. Czarne, krótkie włosy, dużo kolczyków w uszach i niewielki piercing na twarzy, szkolny mundurek dość niechlujnie założony, a spódnica podciągnięta zdecydowanie za wysoko, ale to już nie moja sprawa, nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Wiem za to, że nie może się doczekać jakiegoś koncertu, jest strasznie podjarana. Mimowolnie się uśmiechnąłem.

Następnie chłopak za mną, ten, który mnie szturchnął - Akamo. Czerwonowłosy chłopak o zielonych oczach, który już marzy o zawodach. Włosy na pewno ma farbowane, ale, boże, jego oczy przeszywają na wylot. Należy do drużyny pływackiej razem z Kurisakim, Torą i Rou. W sumie, to moi kumple, chodzimy wszyscy do jednej klasy. Cała czwórka jest dobrze zbudowana i cała czwórka ma inny kolor włosów.

W sumie, większość mojej klasy to dziwacy. Ukrywające się geje, bi, lesbijki, początkujące lolitki, v keie, nerdy, otaku i inne takie. Ale to dobrze, urozmaicają mi dzień i dowiaduję się dużo ciekawych rzeczy na różne tematy, lecz to rzadko. Nie przepadam za czytaniem ludziom w myślach, czasem niefajnie jest wiedzieć więcej niż powinno.

Dzwonek.

Aż lekko drgnąłem, straciłem poczucie czasu, spojrzałem na tablicę i zamarłem. Była cała zapisana, a w moim zeszycie świeciły pustki. Chyba będę musiał pożyczyć zeszyt od Aokiego. O, może potem mu zaproponuję, żeby wpadł do mnie po lekcjach, spędzimy trochę czasu razem i przy okazji trochę go powykorzystuję w sensie lekcji. Szkoda, że nie w innym.

Spakowałem się szybko, przeleciałem wzrokiem klasę i spostrzegłem, że Aoki stoi przy mojej ławce i uśmiecha się z politowaniem. Odwzajemniłem uśmiech, drapiąc się w tył głowy, podniosłem się z krzesła i poczochrałem chłopaka po włosach, na co zareagował lekkim rumieńcem i powietrzem w policzkach. Boże, on jest tak cholernie uroczy. Chyba naprawdę się zakochałem.

- Kuran! Przestań tak na mnie patrzeć! - usłyszałem tylko jego wysoki głos, który wyrwał mnie z rozmyślań. Zaśmiałem się głupkowato i zarzuciłem plecak na ramię.

- Wybacz, wybacz, zagapiłem się.

- Właśnie widzę... Chodź, spóźnimy się na angielski.

- Już lecę, Kochaniee~ - powiedziałem, goniąc go, bo wyszedł już z sali. Nie widziałem jego twarzy, ale jestem pewien, że jego twarz nabrała kolorów dojrzałego buraka, a na jego rękach pojawiła się gęsia skórka. Zawsze tak reagował, gdy zwracałem się do niego takimi słówkami, urocze.

Szliśmy obok siebie i, jak zwykle, byliśmy w centrum zainteresowania. To bez sensu, jesteśmy pierwszakami, a wszyscy traktują nas jak jakieś gwiazdy, to starsi powinni mieć więcej uwagi, tam też są ciekawe osoby. Ranyuu Kitsu, dla przykładu, drugoklasista, jest najbardziej uzdolnionym plastykiem, może jeszcze trochę mu brakuje, ale jak na tą chwilę idzie mu naprawdę świetnie. I również jest dość specyficzny, taki stereotypowy emo. Turkusowe włosy, neonowe kolory pomieszane z czernią i heterochromia, jedno z jego oczu jest niebieskie, drugie zaś - zielone. To także mój kolega. Jak tak teraz zauważyłem, to większość moich znajomych to chodzące dziwaki... Kolorowa czwórka mięśniaków - pływaków, emo - artysta, młody tatuażysta, początkujący visual kei, zaawansowana lesbijka... Boże, co to się porobiło na tym świecie, teraz to wszędzie cudaki chodzą, a kiedyś wszyscy byli tacy sami. Cieszę się, że to się zmieniło, wtedy świat był nudny, wszyscy robili to, co było modne, a teraz, w końcu każdy może być tym, kim chce i to mi się podoba.

Weszliśmy do sali od angielskiego, dzwonka jeszcze nie było, lecz nauczycielka i większość uczniów byli już w klasie. Uśmiechnąłem się słodko do naszej Pani i usiadłem w ławce, rozpakowując swoje rzeczy. Tym razem zero czytania w myślach, Aoki siedzi za blisko, nie mogę, obiecałem mu kiedyś, że nigdy nawet nie spróbuję czytać w jego myślach czy przeglądać snów. Rozbrzmiał dzwonek rozpoczynający lekcje, wszyscy usiedli w ławkach i rozpakowali się. Lekcja mijała spokojnie, skupiałem się i zapisywałem wszystko, co było potrzebne, czasem odpływałem na chwilę, ale zaraz jakiś szmer lub inny hałas zwracały moją uwagę.

Tak mijały mi praktycznie wszystkie lekcje, na żadnej nie działo się nic ciekawego.

***


Czekałem na Aokiego w cieniu drzew, mówił, że musi coś jeszcze załatwić i kazał mi poczekać przed szkołą, nie chciało mi się wychodzić przed mury, więc usiadłem na ławce, na przeciwko drzwi wejściowych. Słońce dziś bardzo grzało, aż dziwne, w końcu to dopiero początek wiosny, poluźniłem trochę chustkę na szyi, odetchnąłem głęboko i zamknąłem oczy. Po chwili poczułem, że ktoś przede mną stoi.

- Cześć Kuran. - przede mną stał Akamo razem z całą resztą swojej drużyny pływackiej. Wszyscy patrzyli na mnie uśmiechnięci.

- Cześć, głupole, jak tam?

- Chcieliśmy się zapytać, czy może nie miałbyś ochoty wybrać się z nami dziś na basen. - powiedział Rou, opierając się o ramię Akamo. - Oczywiście, nie sam, jeśli chcesz. - mrugnął do mnie porozumiewawczo.

- Wiecie, chłopaki, bardzo chętnie, ale na dziś mam już inne plany.

- Cooo? Jak to? - Tora wyraźnie posmutniał.

- Miałem zamiar spędzić dziś cały dzień nad książkami... - uśmiechnąłem się przepraszająco.

- A co Ty? Kujon jesteś? Proszę Cię, Kuran, nie wygłupiaj się i chodź z nami!

- Naprawdę bardzo bym chciał...

- O, hej chłopaki. - w tej chwili ze szkoły wyszedł Aoki i podbiegł do nas, od razu wstałem i uśmiechnąłem się do niego, reszta też, ale bardziej do siebie. Wiedzą, że czuję coś do siwowłosego. - O czym gadacie?

- Chcieli mnie wyciągnąć na basen, ale mam na dziś już lepsze plany.

- Nie przesadzaj, przecież nauka nie zajmie nam wieczności.

- No, nigdy nie wiadomo...

- Choodź! Dziś jest tak ciepło, fajnie byłoby sobie trochę popływać. - Aoki spojrzał na mnie z małym, uroczym uśmiechem. No jak ja mogłem mu odmówić...Westchnąłem tylko, spojrzałem po chłopakach z niepewnością, po czym się zgodziłem. - Yay! To Super. O której będziecie na basenie?

- Właśnie tam idziemy, będziemy na was czekać. - Kurisaki schylił delikatnie głowę i razem z resztą oddalili się w stronę basenu.

Poprawiłem włosy, spojrzałem na Aokiego, pokręciłem głową, poprawiając plecak i wyszedłem poza teren szkoły.

- No co? Jesteś zły?

- Niee, no co Ty.

- Mam takie wrażenie... Na pewno?

- Tak, nie przejmuj się, po prostu nie chce mi się iść do domu po rzeczy. - zaśmiałem się cicho.

- Ty leniu! - Aoki odwzajemnił mój śmiech i szturchnął mnie lekko w ramię.

***

Wpadłem szybko do domu, rzucając plecak w przejściu i pobiegłem szybko do mojego pokoju, napotykając przy okazji moją siostrę, która stała schowana przy schodach. Trochę się jej przestraszyłem.

Kirana ma dopiero 11 lat, jest bardzo niziutka i drobniutka, często zakłada lolicie sukienki, które Dracy jej szyje. Oczy i kolor włosów ma taki sam, jak moje, tylko że grzywkę opuszcza całkowicie na prawe oko i kucyka spina bardzo wysoko. Dziś była ubrana w czarną sukienkę do połowy łydek, z dużą ilością falban i malutkimi, czarnymi pantofelkami. Wyglądała uroczo, ale za razem trochę przerażająco. Dziewczynka zerkała na mnie zza balustrady, szeroko otwartymi oczyma.

- Czemu wpadłeś do domu tak nagle, braciszku? Wystraszysz Goumona. - usłyszałem jej wysoki, słodki głosik.

Goumon to jej wymyślony przyjaciel, jest strasznie przerażający, ale Kirana to typowy wampir czystej krwi, niczego się nie boi... Gou-chan, jak to zdarza się jej go nazywać, to piesek wielkości huskiego, ale nie zwykły piesek. Ciało ma ludzkie i wychudzone, ogon to czarna substancja, tak samo, jak przednie "ręce". Porusza się na czworaka, głowa to czaszka bez żuchwy, z przyklejonym do podniebienia językiem i dużymi uszami na czubku głowy. Dla ozdoby Goumon nosi obrożę i kolczyki w uszach. Tak moja siostra zawsze go opisywała, strach się bać, w jej pokoju jest dużo rysunków z nim... Cóż, Dracy uważa, że nie ma czego się obawiać, więc niech tak zostanie.

- Wybacz, spieszy mi się, przepraszam, Goumon. - powiedziałem cicho i pobiegłem szybko do swojego pokoju. Spakowałem pospiesznie wszystkie potrzebne mi rzeczy na basen, dorzuciłem jeszcze pare zeszytów i zbiegłem na dół, żegnając się z siostrzyczką.

- Baw się dobrze, powiem mamie, gdzie jesteś, gdyby się pytała. - powiedziała, gdy pocałowałem ją w czoło.

- Dobrze, dziękuję, Kochana.

Na zewnątrz czekał już na mnie Aoki, uśmiechnąłem się do niego i poszliśmy powoli w stronę basenu.

- Jak myślisz, Keiichi też tam będzie? - wyglądał na podekscytowanego, nie dziwię się, w końcu to jego kolega przedszkola.

- Pewnie tak, często tam przesiaduje ze względu na Kurisakiego.

- Och, no tak, ciekawi mnie, jak im się powodzi, dawno z nim nie rozmawiałem.

- Teraz będziesz miał szansę.

- Tak, wiem! I już nie mogę się doczekać!

- Ciekawi mnie, czy dalej nosi ten pedalski warkoczyk.... - zachichotałem.

- Ej! Nie jest pedalski! Pasuje mu! Poza tym... - spojrzał na mnie z rozbawieniem. - Sam nosisz warkoczyki, nawet więcej, niż on.

- Pff! Ale ja wyglądam w nich męsko! - wypiąłem dumnie pierś i uniosłem głowę.

Oboje zaczęliśmy się śmiać.

- W ogóle... Zauważyłem, że Shinteki jest ostatnio jakiś smutny. - Aoki zerknął na mnie.

- Wiem, też to zauważyłem... Pewnie kolejny go rzucił. - westchnąłem. - Trzeba by było znaleźć dla niego kogoś odpowiedniego, a nie, jakiś chłopów, którzy myślą tylko o jednym i tylko na tym im zależy.

- Wiem... Nie rozumiem, czemu on takich wybiera...

- Sam chciałbym to wiedzieć, ale nie mam zamiaru czytać mu w myślach.

- Wiem, wiem...

- Dużo rzeczy wiesz. - uśmiechnąłem się.

- Bo trochę Cię już znam. - odwzajemnił uśmiech.

W tym momencie doszliśmy do budynku basenu, weszliśmy do środka, załatwiliśmy, co trzeba było i poszliśmy do przebieralni. Tam okazało się, że Aoki ma już kąpielówki na sobie i tylko ja muszę je zmienić.

- Cwaniak. - poszedłem się przebrać do przebieralni, w której było lustro, pierwszy raz się z tym spotkałem, raczej nie chciałem się teraz w nim oglądać. Nagle usłyszałem hałas w męskiej szatni, przepełniony najgorszymi myślami ubrałem się szybko i poszedłem zobaczyć, co się dzieje. W pomieszczeniu zastałem faceta, który opierał się o ścianę, do której przytrzaśnięty był Aoki.

- No dawaj, słodziaku... Nie udawaj takiego niewinnego. - mężczyzna dotknął ręką jego policzka.

- Zostaw go. - podszedłem bliżej, był parę centymetrów niższy ode mnie, ale lepiej zbudowany.

- Bo co? - odwrócił się w moją stronę, puszczając Aokiego, który w tym samym czasie uciekł na drugi koniec szatni.

- Powiedziałem, że masz go zostawić. - moje białka spowiła czerń, a tęczówki zrobiły się czerwone, spojrzałem mężczyźnie w oczy. - Wyjdziesz stąd teraz, zapomnisz o wszystkim, co się tu stało i już nigdy więcej nie zaczepisz jego lub kogokolwiek innego. - facet wpatrywał się we mnie jak zahipnotyzowany i o to chodziło. Skinął lekko głową i odszedł, a moje oczy wróciły do normy.

- Kuran! - Aoki podbiegł, wtulając się we mnie. - Dziękuję Ci... Tak bardzo się bałem...

- Wiem, wiem... - przytuliłem go do siebie i pogłaskałem po głowie.

Całe szczęście, że nic mu się nie stało, nie wiem, co bym zrobił wtedy...

***

Poza szatnią było już dobrze, Aoki dalej trochę się trząsł, ale Keiichi zajął jego myśli ciągłym gadaniem i wszystko się uspokoiło. Opowiedziałem o wszystkim chłopakom, na co odpowiedzieli, że podobno to nie pierwszy przypadek tutaj i poradzili mi, żeby na przyszłość bardziej uważać. Serio...

Potem cała czwórka miała trening, popatrzyłem na to trochę, a następnie poszedłem poszukać tych dwóch urwisów. Skierowałem się w stronę trampoliny, bo tam zazwyczaj siedział białowłosy, a znając Aokiego, byli tam oboje. 

Nie myliłem się, Keiichi skakał z najwyższych trampolin do wody, wykonując nie wiadomo jakie akrobacje, a Aoki przyglądał się temu wszystkiemu z zachwytem, w sumie, to też byłem pod niewielkim wrażeniem, miał chłopak doświadczenie. Poprzyglądałem się temu trochę, a potem sam poszedłem popływać. Gaah... Już dawno tego nie robiłem, ciekawi mnie, czy dalej utrzymałbym ten sam czas, co ostatnio. Akurat zaraz mieli włączać stoper, więc razem z chłopakami ustawiłem się na miejscach i czekałem na odpowiedni znak. Trener patrzył na mnie jak na idiotę, ponieważ chciałem się zmierzyć z najlepszymi, ale chyba mnie nie docenia. Rozbrzmiał gwizdek i stoper poszedł w ruch, a ja i reszta od razu wskoczyliśmy do wody. Całe moje ciało zanurzyło się w chłodnej cieczy, a oczy zaczęły mnie lekko szczypać od chloru. Wynurzyłem się szybko i zacząłem płynąć kraulem, podczas gdy każdy z chłopaków innym stylem. Usłyszałem jak Aoki mi kibicuje i poczułem przypływ energii, dopłynąłem do drugiego końca, zrobiłem szybki zwrot i równie szybko płynąłem w stronę mety, dotknąłem dłonią kafelków po drugiej stronie basenu i wynurzyłem głowę, oddychając szybko i ciężko. Spojrzałem na trenera, który przyglądał mi się z niedowierzaniem, a następnie mój wzrok powędrował na stoper. No nieźle, chyba pobiłem najlepszy rekord Akamo, nie powinienem był, to trochę zbyt podejrzane.

- Ej! Ty! Jak Ty to zrobiłeś? - usłyszałem głos trenera chłopaków, który w tej chwili podchodził do mnie. Zmieszałem się trochę.

- Co...? Chodzi Panu o wynik? To nic, po prostu miałem za dużo energii. - wyszedłem z wody i od razu dopadła mnie drużyna razem z Aokim i Keiichim, wszyscy się śmiali, zazdrościli, podziwiali, a Akamo uważał to za niesprawiedliwe.

- Przepraszam, tak jakoś wyszło... - podrapałem się w tył głowy i spojrzałem na czerwonowłosego.

- Wiem, wiem, żartuję. - zaśmiał się cicho. Zauważyłem, że trener też chce ze mną porozmawiać, nie miałem humoru na tłumaczenie, że nie chcę dołączyć do drużyny. Złapałem Aokiego za rękę, przeprosiłem wszystkich zgromadzonych i wyszedłem do szatni.

- Kuraaan! Nie ciągnij mnie tak!

- Wybacz, nie mam ochoty znów tłumaczyć, że nie chcę dołączyć do drużyny pływackiej.
- Ale dlaczego, tak w sumie?

- Nie chcę być napakowany jak Akamo czy Kurisaki.

- I tylko dlatego? - spojrzał na mnie unosząc jedną brew i wyszedł do szatni się przebrać, gdy wrócił, kontynuowałem dyskusję.

- Mniej - więcej, to nie dla mnie, wolę pianino, mimo wszystko. - uśmiechnąłem się, w międzyczasie sam się przebrałem, bo akurat nikogo nie było w pomieszczeniu. - To idziemy teraz do Ciebie?

- Jasne. - uśmiechnął się, zarzucił torbę na ramię i wyszliśmy z budynku.

Ten basen to nie był taki zły pomysł. Na szczęście Aoki zapomniał o tym, co stało się na początku. Skierowaliśmy się w stronę jego domu, słońce chyliło się już ku zachodowi. Powietrze było rześkie i świeże, a niebo wyglądało cudownie.

Poczochrałem siwowłosego po głowie i zacząłem powoli iść w stronę jego domu.

poniedziałek, 8 lutego 2016

#1

Ciepło, miękko, wygodnie... Kocham moje łóżko... Mógłbym na nim leżeć godzinami...

- Kuran! Wstawaj!

Z owych rozmyślań wyrwał mnie głos mojej matki, więc siłą woli wygrzebałem się z łóżka i powlekłem w stronę łazienki. Odkręciłem zimną wodę i ochlapałem sobie nią twarz, na ślepo sięgnąłem po ręcznik i dokładnie ją przetarłem. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, które stało nad umywalką. Czerwone włosy, z czarnymi końcówkami, które sterczały mi na wszystkie strony. Spałem w samych bokserkach, więc było widać moje chude, lecz za razem lekko umięśnione ciało. Podobało mi się to, że miałem lekki sześciopak, ale jednocześnie było widać mi żebra. Przekłute, lekko szpiczaste uszy, pełne usta, które nawet mi się w sobie podobały. Dalej były oczy, czarne białka i karmazynowa czerwień tęczówek... Wiecie, co to oznacza? Jestem wampirem, ale nie takim zwykłym, o niee. Nasza... "rasa" charakteryzuje się właśnie czarnymi białkami oraz tym, że możemy najeść się ludzkim jedzeniem, lecz pragnienie dalej musimy gasić krwią. Gdy, w końcu, skończyłem przyglądać się sobie, zacząłem się trochę rozciągać, naraz strzeliły mi chyba wszystkie możliwe stawy. Jejku... Starzeję się.

Odwróciłem się i sięgnąłem po ubrania. Jako, że chodzę do liceum, to musimy nosić mundurki, ale ja trochę naginam te zasady. Założyłem czarne, lekko powycierane spodnie, białą koszulę, którą zapiąłem pod samą szyję, lecz po chwili namysłu rozpiąłem trzy guziki od kołnierzyka w dół, a samą koszulę wyciągnąłem ze spodni z jednej strony, wokół szyi zawiązałem amarantową chustkę. Następnie włosy. Szybko rozczesałem je szczotką, a następnie złapałem kilka kosmyków z prawej strony i zacząłem pleść trzy warkocze. Moje włosy były dość długie, więc trochę mi to zajęło. Złapałem resztę włosów, a szczotką rozdzieliłem te, które były moją grzywką i opuściłem je na lewą stronę lewego oka, tak, żeby nie zasłaniały mi go całkowicie, natomiast resztę tych niesfornych kosmyków złapałem gumką i zawiązałem dość wysoko. Jeszcze tylko ostatnia poprawka i... Wyglądam jak człowiek, dosłownie. Moje białka zmieniły kolor na naturalną biel, a tęczówki stały się czarne, kły również wróciły na swoje miejsce. Wychodząc z łazienki zerknąłem jeszcze szybko na swoje odbicie i zszedłem spokojnym krokiem na dół, gdzie czekała na mnie cała rodzinka.

- Komuś się nie spieszyło z zejściem na dół. - Trevor zawiesił na mnie swój wzrok i, jak zawsze, uśmiechnął się ciepło. - Siadaj. - Zrobiłem to, co mi rozkazał.

Trevor jest perkusistą w zespole "Morphine", dość sławny, ale sporo mu jeszcze brakuje. Mężczyzna ma delikatną bliznę na nosie, nigdy o nią nie pytałem, jakoś mnie to wcześniej nie zastanawiało. Kolczyk pod wargą i czarny tunel w lewym uchu bardzo mu pasują. Lewy bok ma lekko wygolony, a swoje ciemnobrązowe włosy układa na prawą stronę, sięgają mu do ramion, więc trochę się z nimi męczy podczas układania. Czego nie mogło przy nim zabraknąć? Fajki. Zawsze rano pali i pije kawę. Jest świetnym człowiekiem o dobrym sercu, ale nie brakuje mu stanowczości. No i... Jest moim ojcem. Tak jakby, razem z Dracy - moją matką - przygarnęli z ulicy mnie i Kiranę, moją siostrzyczkę, która pewnie dalej śpi. Wiedzieli od początku, że jesteśmy wampirami. Nie przeszkadzało im to. Dali nam tyle miłości, że nie moglibyśmy ich w życiu zaatakować czy zostawić.

Przed moim nosem pojawił się talerz kanapek i lampka z czerwoną cieczą obok. To nie wino, to krew Dracy, ma bardzo rzadką grupę krwi, jest pyszna, słodka i sycąca. Codziennie rano ja i Kirana dostajemy po dawce starczającej na cały dzień, lecz nosimy przy sobie zawsze małe buteleczki z ową cieczą, tak na wszelki wypadek.

- Dziękuję. - powiedziałem i uśmiechnąłem się do mojej matki. Jest to chuda kobieta o seksowym ciele, nie dziwię się, że Trevor wybrał właśnie ją. Jej włosy są długie i krwistoczerwone, prawie jak moje i Kirany, dzięki czemu ludzie mało kiedy myślą, że nie jesteśmy spokrewnieni. Grzywka zasłania jej prawe oko, na które jest podobno ślepa. Czemu "podobno"? Bo nigdy go nie widziałem, ale wierzę Trevorowi. Kobieta zazwyczaj maluje usta i oczy na czarno, co tyczy się także jej ubrań. "Czarna Dama", jak to mawiają moi koledzy z klasy. Dracy sprzedaje lalki, które sama szyje w swojej pracowni, niby zwykłe lalki, a sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Drogie bułeczki! Sporo za nie bierze, z racji, że to ręczna robota.

Jadłem kanapki, gdy z owych rozmyślań wyrwał mnie głos Shintekiego, mojego przyrodniego brata, jedyne dziecko Dracy i Trevora, jeszcze zanim czerwonowłosa miała wypadek.

- Dzień dobry... - Głos chłopaka był bardzo cichy, ledwo słyszalny. Shin jest strasznie nieśmiały. Ma krótkie, naturalnie białe włosy, swoją drogą, nie wiem, jakim cudem, ale naprawdę pasują do jego czarnych oczu i długich rzęs, które czasem jeszcze poprawia tuszem, żeby jeszcze bardziej kusić homoseksualnych kolegów z starszych klas. Taka tam, ciekawostka o nim. Ma przekłute uszy, w których zazwyczaj nosi długie, czarne kolczyki w krzyże i chokera na szyi. Dziś ubrał białą koszulę w kratę, czarny podkoszulek i tego samego koloru, mocno powycierane jeansy. Chłopak jest ode mnie młodszy o rok i kocha fotografować, często używa mnie jako modela. Słodkie. Shin to dobry chłopak, mądry, ale nie może sobie nikogo znaleźć, szuka nie tam, gdzie trzeba. Cóż... Może mu się w końcu poszczęści.

- Hej, Shin-chan. - uśmiechnąłem się do niego serdecznie, na co zareagował tym samym. Przysiadł się do stolika, a chwilę potem wylądowało przed nim niewielkie śniadanie, składające się z dwóch bułek i serka wiejskiego. Uparty jest w swojej diecie, chłopina... Spojrzałem na zegarek, ziewnąłem i przeciągnąłem się leniwie. - Będę się zbierał, ktoś na mnie czeka. Dziękuję za śniadanie. - Powiedziałem, po czym wstałem, wziąłem torbę z zeszytami, książkami i innymi badziewiami, i zarzuciłem ją sobie na ramię. Pożegnałem się i wyszedłem z domu spokojnym krokiem, przykładając rękę do czoła, aby cień osłonił moje oczy przed porannym słońcem. Wciągnąłem głęboko powietrze, powoli wypuściłem je z płuc i ruszyłem w kierunku mojej szkoły. 

Słońce nie działa na naszą rasę, to zdecydowanie kolejny, dobry plus. 

Wyciągnąłem z kieszeni MP3-kę, słuchawki nałożyłem na uszy i nagle wszystko ucichło, przeszedłem kilka kroków bez muzyki, po czym rozbrzmiała w nich mocna, rockowa nuta. Mimo że jestem wampirem czystej krwi, to zamiast klasyki wolę posłuchać czegoś mocniejszego, co jest zupełnym przeciwieństwem tego, co lubię robić, a mianowicie - grać na fortepianie. Kocham rocka, ale lubię czasem zagrać coś spokojnego na tym cudownym instrumencie. Ten piękny dźwięk oraz śliczny niczym dzwonki głos Aokiego... Którego właśnie zobaczyłem. Stał pod murkiem i podgwizdywał sobie w cieniu drzew tak, żeby nikt go nie zobaczył, jest dość popularny wśród dziewczyn i nie tylko...

- Oooi! Aokiii! - Krzyknąłem do niego, ściągając przy okazji słuchawki z uszu. Od razu zerknął w moją stronę i uśmiechnął się tak, jak uśmiecha się tylko do mnie. Nasza znajomość zaczęła się rok temu, kiedy to zdecydowałem się pójść do tej szkoły, ze względu na niego. Zobaczyłem go pewnego razu w parku, śpiewającego z mundurkiem tutejszej szkoły w ręku. Po usłyszeniu jego głosu musiałem iść do tego liceum.

- Kuran... Dzień dobry. - Poprawił torbę na swoim ramieniu i obrzucił mnie szybkim spojrzeniem.

- Ubrany jak zawsze... Ile Ty masz tych koszul?

- Sporo... Nie pytaj.

O głowę niższy ode mnie chłopak z szarymi, prostymi i wiecznie rozczochranymi włosami. Jego oczy są złote z mocno czarnymi obwódkami, od razu się w nich zakochałem. Zawsze lekko zarumienione policzki z rzadkimi piegami. Aoki jest naprawdę drobniutki i bardzo delikatny, zawsze na wf-ie go bronię, gdy piłka leci w jego stronę, przeprasza mnie wtedy w nieskończoność. Urocze.

- Kuran! Słuchasz Ty mnie? - Szturchnął mnie ramieniem w bok.

- Co? A, tak, wybacz, zamyśliłem się. O czym mówiłeś?
- Chciałem, żebyśmy już poszli, bo zaraz się spóźnimy.

- Doobrze, dobrze. - Odpowiedziałem, złapałem go pod ramię i razem przekroczyliśmy bramę szkoły...